Szczęśliwy powrót do domu!!! Wysiadając w Gdańsku z promu i rozpaczliwie czekając na wyjeżdżający z pokładu autokar mieliśmy nadzieję, że ostatnie emocje związane z tym wyjazdem. W rzeczywistości tak się stało.

Zacznę jednak jak Bóg przykazał od początku. Skandynawia jest fantastyczną częścią świata i super, że dziewczyny mogły ją zobaczyć no i poznać choć odrobinkę inną kulturę. A proszę mi wierzyć różni się on od naszej bardzo, co też widać w ich grze a ogólnie podejściu do sportu.

Steinkjer (mówiąc po naszemu steisier) to miejscowość porównywalna do naszego np. Wyszkowa, Garwolina położona w środkowej Norwegii na końcu jednej z tysiąca zatok. Droga z Trondheim do Steinkjer to niesamowite widoki - mógłbym nią jeździć w tą i z powrotem tygodniami. W samym mieście istnieje wielki kompleks sportowy z ogromnymi halami do gier i lekkoatletyki (turniej odbywał się na 7 wymiarowych boiskach do piłki ręcznej). W mieście znajduje się też kompleks sportów zimowych z wieloma skoczniami narciarskimi i trasami biegowymi. Muszę się pochwalić, że właśnie tam odbyłem swój pierwszy i zapewne ostatni trening skoczka (dziewczęta wiedzą o co chodzi).

Norwegowie! Norwegowie to ludzie bardzo spokojni, powściągliwi. Przeciętny Norweg nigdzie się nie spieszy. Tempo ich poruszania się pieszo, autem czy czymkolwiek innym jest dla Polaka w zasadzie nie do przyjęcia. Wydają się brzydko mówiąc lekko nierozgarnięci, są chętni do pomocy ale raczej nie należy oczekiwać od nich, że sami z nią pospieszą. Tak naprawdę jak przyjechaliśmy tam dzień przed turniejem i widzieliśmy tempo ich przygotowań to zastanawialiśmy się jakim cudem zdąża. W turnieju wzięło udział 190 zespołów czyli około 2000 zawodników i zawodniczek. Proszę uwierzyć, że wszystko przebiegało zgodnie z harmonogramem chociaż nikomu się absolutnie nie spieszyło, wszyscy byli totalnie wyluzowani.

Jeśli ktoś z osób czytających ten artykuł zapragnie wyjechać kiedykolwiek do Norwegii, powinien poważnie rozważyć zabranie jedzenia nawet kosztem ubrań a może nawet jednego dziecka. To co tubylcy nazywają jedzeniem z trudem przechodzi przez gardło. Przesadzam! Da się to może zjeść ale problemem większym może być fakt, że w zasadzie każdego dnia je się to samo. No cóż może to ja jestem tak wybredny. Tak czy owak za każdym razem idąc do domu obok Biedronki szeroko się do niej uśmiecham. Do tej pory robiłem tak tylko przed wypłatą!

Przechodząc do turnieju. Znaleźliśmy się w jednej z 8 grup i zarówno nasza jak i pozostałe nie były szczególnie wymagające dla ich faworytów: My musieliśmy odprawić zespoły Inderoy 17:3; Bossmo/Yttern  15:8; Melhus/Gimse IV  22:2. Numerek przy drużynie oznacza kolejny ich zespół. Nie nazwał bym rozczarowaniem poziomu jaki prezentowały zespoły w naszej grupie, pomimo, że był wyjątkowo marny. Już na tym poziomie można było zauważyć pewne cechy gry wszystkich zespołów.

W 1/16 zagraliśmy o 7.20!!! z gospodarzem (Steinkjer). Wygraliśmy gładko i przyjemnie 13:4. W ćwierćfinale pokonaliśmy Rorvik 17:5. Tu ponownie zespoły norweskie prezentowały niski poziom ale znowu widoczne były pewne cech charakterystyczne dla wszystkich zespołów.

Pierwszy poważny mecz zagraliśmy w półfinale w którym w pewnym momencie przegrywaliśmy. Ostatecznie pokonaliśmy zespół z Ogndal 8:7. W finale zagraliśmy z drużyną Kleabu. I tu istotne! Niemal w każdej kategorii w dziewczętach i chłopcach zespoły z tego klubu grały w finałach. Po bardzo zaciętym, emocjonującym meczu zwyciężyliśmy 13:10. Oprawa finału była kapitalna! Medale wręczał znany skoczek Anders Bardal (mieszkaniec Steinkjer). Brałem udział w finale MP, który wygrałem ale teraz chyba byłem bardziej przejęty, głównie atmosferą.

Nagrodę indywidualną pieniężną otrzymała gościnnie u nas występująca Iza Świerżewska.

W przekroju całego turnieju widziałem u Norwegów zainteresowanie grą Wiktorii Parczyńskiej i Kingi Brzyk. Faktycznie mieli oni rację, dziewczyny grały fajnie.

Podsumowując cały turniej mogę pewne stwierdzić, że naprawdę nie mamy się czego wstydzić i to bardziej Norwegowie powinni brać u nas korepetycje. Jednakże, należy wziąć pod uwagę ich stosunek do szkolenia na pewnych etapach. Wiele osób zadaje sobie pytanie czemu teraz jesteśmy od nich lepsi a potem dostajemy sromotne lanie. Zrozumiałem to będąc tam i poznając ludzi i ich mentalność. Ich sukcesy wynikają przede wszystkim z systematyczność o której już pisałem ale też z luźnego, bezstresowego podejścia. Taki ich stosunek wydaje się wybitnie niewłaściwy przy tej dyscyplinie. Nic bardziej mylnego. Pozostałe spostrzeżenia i wnioski pozostawię dla siebie. Nie chcę, by trafiły w niepowołane oczy.

Z przykrością muszę stwierdzić, że już wiem, że jako nacja nigdy nie dorównamy Norwegom. I ponownie z przykrością muszę stwierdzić, że niestety jesteśmy Polakami takimi jak w Sztokholmie czy na promie. Bez najmniejszego problemu rozpoznawałem wśród tłumu rodaka. Jeszcze się łudziłem, że to może nie on ale gdzie tam - musiał się odezwać.

W naszym zespole zagrało kilka zawodniczek zaproszonych: Gabrysia i Natalia z Płocka, Marta z Karczewa, Angelika z Zawidza oraz wspomniana Iza z Radzymina. Ich obecność bardziej była związana z sytuacją w Kadrze Wojewódzkiej. Po prostu liczyłem że zagramy tam jako Kadra ale w międzyczasie przestałem być jej trenerem. Tak czy siak dziękuję tym zawodniczkom za udział i ostatnią wspólną przygodę.

Najbardziej dziękuję oczywiście laskom swoim, bo to one jak zawsze odwaliły kawał dobrej roboty na boisku ale i poza nim. Jak zwykle funkcjonowały wzorowo, pełna kultura i przykład dla młodszych - może w nich płynie norweska krew?

Z każdym dniem pracy z tą drużyną czuję, że staje się lepszym trenerem. Cieszę się, że mam szanse robić postępy. Choć wszyscy myślimy o wynikach i rywalizacji to ja niezmiennie czerpię ogromną przyjemność z bycia razem w szczególności poza meczami i treningami. Pewnie dlatego za te dziewczyny dałbym sobie odciąć głowę.

Podziękowania również dla rodziców za fantastyczne przyjęcie na Ossowskiego. Bardzo pomagacie w tworzeniu takiej atmosfery. Dziękuję!