Reklama

Artykuł w Przeglądzie Sportowym

 

 

Robert Lewandowski - Najlepszy snajper poznańskiego Lecha nie miał łatwego początku kariery. Szybko stracił ojca, który zawsze wspierał go w trudnych chwilach. Zacisnął zęby, nie poddał się i dzięki ciężkiej pracy będzie najdroższym polskim piłkarzem

1999 - Sześć zmarnowanych setek
Piłkarze Varsovii zdają sobie sprawę, że Boryszew to trudny teren. Tylko dzięki zwycięstwu z Unią mogą zachować szanse na pierwsze miejsce w grupie. Zespół jak zawsze został ustawiony pod Roberta Lewandowskiego.


Mecz zaczyna się dla nich fatalnie. Gol stracony po błędzie bramkarza i trzeba gonić wynik. Krzysztof Sikorski, trener warszawian wspomina: - Robert bez problemów radził sobie z obrońcami, łatwo ich gubił. Jeszcze w pierwszej połowie wyszedł na pozycję sam na sam z bramkarzem. Miejscowi nawet go nie gonili, odpuścili. Spudłował. Powtórzyło się to raz, drugi, trzeci... Zirytowani koledzy krzyczeli: "Trafiłbyś coś, tyle masz okazji". Nie wykorzystał sześciu setek. W pewnym momencie machnął ręką, dostrzegłem, że ociera łzy - mówi szkoleniowiec.


Sikorski nigdy nie omawiał meczu bezpośrednio po jego zakończeniu. Czekał do najbliższego treningu. Dawał sobie kilka dni na ochłonięcie. Po co ryzykować, że w nerwach wymsknie się coś nieprzyjemnego?
Na zajęciach poznał po minach zawodników, że część z nich nadal jest zła na Lewandowskiego za zmarnowane sytuacje. W nim też kipiała jeszcze złość, ale wziął chłopaka w obronę. - Wystarczyło, żeby któryś z was pobiegł za nim. Dostałby wtedy piłkę i miał pustą bramkę! Myśleliście, że on jak zwykle wszystko za was załatwi?!


Zespół odpuścił. Natomiast feralnego spotkania nie mógł darować sobie Lewandowski. Przestał się odzywać na treningach, chodził ponury. I tak przez pięć dni, do kolejnego meczu. - Wtedy strzelił gola i było jak dawniej... - wspomina Sikorski.

 

1997 - "Bobek, jedz boczek!"

W klubowej kronice Varsovii znalazłem tabelę z drugiego sezonu gry Lewandowskiego w tym klubie. Jest się czym chwalić. Zespół na pierwszym miejscu. 80 strzelonych goli w 22 spotkaniach. - Prawie połowa była autorstwa "Bobka". Zdarzały się mecze, które wygrywaliśmy po 8:0. Przy wysokim prowadzeniu trener przymykał oko na nasze boiskowe fantazje. "Bobek", technicznie najlepszy z nas, lubił takie chwile. Uciekał z piłką do linii bocznej i ściągał na siebie dwóch rywali. Po co? Ćwiczył na nich nowe zwody - tłumaczy Przemysław Piros, kapitan Varsovii.


"Bobek" to Robert. Do dziś żaden z trenerów i kolegów z Varsovii nie powie o nim inaczej. Przydomek wziął się od jego mikrej postury. Najmniejszy w drużynie, niższy o głowę od pozostałych. Sikorski dziwi się, że takie chuchro radzi sobie wśród rosłych rówieśników. - Nóżki jak patyczki. Kiedy biegł z piłką, wydawało się, że zaraz się przewróci. Mówiłem mu, żeby jadł boczek, to w końcu urośnie - wspomina trener.


Krzysztof Lewandowski, ojciec Roberta udziela się w Szkolnym Związku Sportowym. Poznaje tam Sikorskiego. W mało którym klubie w Warszawie prowadzono są nabory dla 8-letnich dzieciaków. Sikorski obiecuje jednak, że znajdzie u siebie miejsce dla chłopca. Robert zaczyna treningi z dwa lata starszymi. Myśli o Legii, ale rodziców odstraszają wysokie składki. W Varsovii też trzeba płacić, ale dwa razy mniej - 70 złotych.


Lewandowski mieszka w Lesznie pod Warszawą. Rodzice dowożą go na treningi. W przyszłości będzie dojeżdżał sam - taki test wytrwałości. Choć z Leszna do Warszawy jest tylko 30 kilometrów jazda busem, a później tramwajami zajmuje ponad dwie godziny.


Lewandowski trenuje na boisku, o którym on i jego koledzy nie mówią inaczej niż "kartoflanka". Plac do gry rzeczywiście przypomina pole, na którym sadzi się ziemniaki. Jest tylko piach, bez źdźbła trawy. Najgorzej jest latem. Kilka minut biegania wystarczy i kurzy się tak, że pole widzenia zawęża się do kilku metrów. W sierpniu wszystkie roczniki Varsovii wyjeżdżają na obozy i przez miesiąc "kartoflanka" stoi nieużywana. - W tym czasie nawet lekko się zazieleniała. Wystarczył jednak tydzień treningów i trawa stawała się wspomnieniem - opowiada Piros.
W klubie próbują radzić sobie z kłopotliwym boiskiem. Przed meczem gospodarz obiektu przyczepia do tylnego zderzaka samochodu siatkę, taką, jaka jest w ogrodzeniach i kładzie na niej kamienie. Jeździ tak wzdłuż boiska i próbuje je wyrównywać.


Dziś ?kartoflanki" już nie ma. Zamiast niej - nowe boisko, ze sztuczną trawą. Powstało w listopadzie ubiegłego roku. Sikorski mówi, że 30 lat na takie czekał.

 

2005 - Kierunek: Delta
"Bobek" nie jest już najniższy. Latem wystrzelił kilkanaście centymetrów i przerósł kolegów. Przewyższa ich też umiejętnościami. Widzi to Marek Krzywicki, który w Varsovii od dwóch lat prowadzi Roberta (rocznik 88 został zlikwidowany).


10 kilometrów od Muranowa, na Sadybie, czwartoligowa Delta buduje zespół złożony z młodych zawodników. Ma być zapleczem Legii. Krzywicki zna drugiego trenera Delty, Dariusza Banasika. Proponuje mu trzech piłkarzy ze swojego zespołu. Ostatecznie przechodzi tylko Lewandowski.
Wcześniej umiera jego ojciec. To ma wpływ na decyzję o wejściu do dorosłej piłki. Robert chce odciążyć mamę w utrzymaniu domu. Wie, że w Delcie podpisze zawodowy kontrakt i zacznie zarabiać
pieniądze, średnio 1-1,5 tysiąca złotych na miesiąc.


Lewandowski stawia na piłkę. Żeby nie tracić czasu na dojazdy, wyprowadza się z Leszna i zamieszkuje u siostry. - Przez warunki, w jakich wcześniej trenował, przyszedł z brakami technicznymi, ale nadrabiał to zmysłem do gry i przebojowością - chwali Andrzej Trzeciakowski, prezes Delty.
16-letni Lewandowski jest powoli wprowadzany do zespołu. W rundzie wiosennej strzela 4 gole. Po sezonie Delta się rozpada. Piłkarze zaczynają szukać nowych pracodawców. Jacek Bednarz, dyrektor Legii namawia Lewandowskiego na zmianę klubu. Skutecznie.

2006-2007 - Skreślony przez Legię
Robert gra w trzecioligowych rezerwach Legii. Jego
bilans na koniec sezonu nie imponuje: tylko dwa strzelone gole. Przez naderwany mięsień głównie się leczy. - Za wcześnie znalazł się w Legii. Potrzebował jeszcze prowadzenia indywidualnego, a tam traktowali go jak 25-latka - uważa Trzeciakowski.
W czerwcu wygasa kontrakt z Legią. Zawodnik jest dobrej myśli. Dariusz Wdowczyk zabiera go na obóz pierwszej drużyny do Wronek.


Lewandowski w rozmowie z "Magazynem Sportowym": "Po powrocie czułem, że dzieje się coś niedobrego. Przez kilka dni nikt w klubie nie potrafił mi powiedzieć, co z przedłużeniem umowy. Od trenera Jacka Mazurka dowiedziałem się, że nie ma dla mnie miejsca w Legii. Powstawała drużyna Młodej Ekstraklasy i nie załapałem się do niej. Poszedłem do sekretarki i zabrałem kartę zawodniczą".
Iwona Lewandowska, mama, czeka na niego pod stadionem. Po raz kolejny widzi, jak syn płacze z powodu piłki. Jadą na Varsovię, do Krzywickiego. W jego gabinecie siadają w fotelach przy oknie. Patrzą na "kartoflankę" i zastanawiają się, co dalej.


- Zaproponowałem Znicz Pruszków, w którym znałem trenera Andrzeja Blachę. Robert się krzywił. W Legii zarabiał 2,5 tysiąca miesięcznie, w Pruszkowie tyle nie płacili. Najpierw musiałem przekonać jego mamę do Znicza. Udało się i pani Iwona zaczęła urabiać Roberta - opowiada Krzywicki.
Mama przywozi go na pierwszy trening do Znicza. - Biegał jak lajkonik. Gołym okiem było widać, że nie jest zdrowy - wspomina Radosław Majewski, wówczas zawodnik Znicza, dziś Nottingham Forrest.
- Kuśtykał i śmialiśmy się, że ma jedną nogę krótszą od drugiej. Przyszedł bez formy, z pięciu sytuacji nie mógł zdobyć nawet pół bramki. Kilka razy nie załapał się do meczowej osiemnastki. Ale był ambitny. Zostawał po treningach i ćwiczył strzały. W końcu odpalił - opowiada Michał Herman, były piłkarz Znicza, dziś KS Piaseczno.


Lewandowski zarabia gorzej niż w Legii. Wystarcza na opłacenie mieszkania w Warszawie i dojazdy do Pruszkowa, ale nie narzeka. Pozostali dostają podobne pieniądze. W 22-osobowej kadrze zespołu 20 zawodników studiuje lub uczy się w szkole. Znicz, nazywany zespołem studenciaków, jest rewelacją III ligi i awansuje. Robert z 15 golami zostaje królem strzelców. Ma 18 lat. Wokół młodych piłkarzy z Pruszkowa zaczynają się kręcić menadżerowie. Sylwiusz Mucha-Orliński, prezes Znicza wspomina, że niektórzy na tyle bezczelni, że potrafili wejść do szatni chwilę po meczu. Trzeba ich wyrzucać siłą.

 

2008 - Pielgrzymki menedżerów
W drugiej lidze Lewandowski nadal strzela gola za golem. Wiosną trwają pielgrzymki skautów i trenerów na mecze Znicza. Już wiadomo, że Lewandowski nie zostanie dłużej w Pruszkowie. Andrzej Czyżniewski, szef skautów Lecha i jego współpracownicy ponad dziesięć razy oglądają napastnika. - Obserwację zaczynaliśmy od momentu wyjścia na rozgrzewkę, chcieliśmy wiedzieć, jak się zachowuje, reaguje po strzelonym lub straconym golu, czy dyskutuje z sędziami. Zawodnik jest nadajnikiem, który wysyła wiele sygnałów. Musi mnie czymś zaintrygować - tłumaczy Czyżniewski.
- Czym zaintrygował pana Lewandowski?
- Niesamowitą precyzją uderzenia i łatwością strzelania goli. Przyjmował piłkę i już wiedział, co chce z nią zrobić. Poruszał się po boisku, jakby przeszedł szkolenie z zakresu techniki biegu.
Na spotkanie z Polonią Warszawa przyjeżdża Franciszek Smuda, trener Lecha. Pruszkowianie wygrywają 3:2, Lewandowski strzela dwa gole. - Rozmawialiśmy po meczu, Smuda sprawiał wrażenie niezadowolonego. Narzekał, że nikt z mojego zespołu nie nadaje się do ekstraklasy - opowiada Mucha-Orliński.


- A dziś gra w niej czterech z tamtej drużyny. Po kilku miesiącach zapytałem Smudę o tamtą wypowiedź. Obrócił to w żart, tłumaczył, że się kamuflował.
Po sezonie przychodzą oferty dla Lewandowskiego, króla strzelców drugiej ligi (21 goli). Najwięcej pieniędzy, klubowi i piłkarzowi, oferują Cracovia i Jagiellonia Białystok. 
- Od początku w grę wchodziła tylko Wisła, Legia albo Lech, resztę odrzuciliśmy - zaznacza Cezary Kucharski, agent Roberta.


Prezesi Znicza zostawiają Lewandowskiemu wolną rękę w wyborze klubu. - Tak się wcześniej umawialiśmy. Przyszedł do nas za darmo, więc nie fair byłoby mu później rzucać kłody pod nogi - argumentuje Mucha-Orliński.
W wyścigu po Lewandowskiego działacze Znicza mają jednak swojego faworyta. Liczą, że ich zawodnik dogada się z Legią. W końcu to najlepszy klub z regionu, wielu z nich mu kibicuje. Kucharski spotyka się z Mirosławem Trzeciakiem, dyrektorem Legii, który wspomina o potrzebie ogrania Lewandowskiego w Młodej Ekstraklasie.


Kilka dni po tamtej rozmowie Legia sama składa broń. Mucha-Orliński pamięta telefon od Trzeciaka: - Był konkretny, dobrze, że nie mydlił nam oczu. Powiedział, że są bliscy pozyskania świetnego napastnika z Hiszpanii, a wówczas zrezygnują z Lewandowskiego. Odezwał się później: "Możesz sprzedawać Lewandowskiego, mamy nowego piłkarza, Arruabarrenę".


Także w Lechu zastanawiają się nad transferem Lewandowskiego. 
- W klubie funkcjonował komitet transferowy. W gronie kilku osób dyskutowaliśmy nad kandydaturami zawodników do zespołu. Kiedy zaczęła się rozmowa o Lewandowskim zaoponował Smuda: "Chcę Frankowskiego, nie tego ze Znicza". Na szczęście Jacek Rutkowski, właściciel klubu, nie posłuchał trenera i zaufał naszemu działowi skautingu - cieszy się Czyżniewski.
- Czy nie chciałem Lewandowskiego w Lechu? - powtarza pytanie Smuda. - I Czyżniewski pieprzy takie głupoty? On, były bramkarz, miał mi rzetelnie ocenić napastnika? Chciałem obu piłkarzy, Frankowskiego i Lewandowskiego - broni się selekcjoner.


Kucharski: - Przed transferem prowokowałem rozmowy ze znajomymi piłkarzami i trenerami, w jakim klubie widzą Roberta. Większość wskazywała na Lecha. Baliśmy się jedynie, że Robert będzie kojarzony w Poznaniu z Legią i tego, że Smuda nie lubi młodych piłkarzy. Niektórzy twierdzili, że Robert nie dostanie u niego szansy.


Mimo takich opinii Lewandowski decyduje się na Lecha. Poznaniacy płacą 1,5 miliona złotych. To najwyższy transfer w historii Znicza.
W ekstraklasie debiutuje w meczu z GKS Bełchatów. Wystarczą mu 
4 minuty na boisku i strzela premierowego gola. Pięknego, piętą. - Zastanowiło mnie zachowanie Roberta po tej bramce. Każdy inny 20-latek po golu w debiucie pewnie biegałby wokół boiska jak szalony. A on tylko podniósł rękę i lekko się uśmiechnął. Jakby wykonał swoje zadanie i wracał do roboty. Na takie szczegóły zwracają uwagę skauci zachodnich drużyn - tłumaczy Kucharski.
Dwa miesiące po tym meczu Lewandowski ma za sobą kolejny debiut. Tym razem w reprezentacji. Strzela gola w wyjazdowym spotkaniu z San Marino. - To wspaniały chłopak nie tylko od strony sportowej, ale też mentalnej. Doskonale wie, co robić na boisku i poza nim. Jeśli w meczu zmarnuje okazję, nie umiera z rozczarowania, tylko szuka następnej, a nie winnych wokół siebie - powie później Leo Beenhakker.

 

2009 - Oferta z Borussii
Zostaje odkryciem
sezonu i otrzymuje propozycję z Borussii Dortmund. Niemcy oferują poznaniakom 2,5 miliona euro. Lech, mający mistrzowskie ambicje, nie podejmuje rozmów. Piłkarz ma żal do działaczy.
W IV rundzie eliminacyjnej Ligi Europejskiej zespół odpada z FC Brugge. Trener Jacek Zieliński sugeruje, że trzech jego zawodników, Lewandowski, Stilić i Rengifo, miało w trakcie dwumeczu z Belgami głowy zaprzątnięte myślami o zagranicznych transferach.
Dla Lewandowskiego to najtrudniejszy moment w Lechu. Gra słabo i nie strzela goli. Kucharski rzuca dziś nieco światła na wydarzenia z sierpnia 2009 roku. - Robert był zdecydowany na Borussię i nie ukrywał, że chce odejść. Żeby go zatrzymać szefowie Lecha obiecali podwyżkę. Nigdy jej nie otrzymał. Grał za pieniądze, jakie dostał po przyjściu ze Znicza. Poczuł się oszukany. Na boisku zaczęło mu brakować zimnej krwi. - tłumaczy Kucharski.
W listopadzie Lewandowski dostaje zgodę od władz Lecha na odejście z klubu, ale po sezonie.

 

2010 - Konsultacje z Błaszczykowskim
Zimą Lewandowski ustala z Kucharskim kierunki, jakie będą dla niego najlepsze. Po kilkugodzinnej rozmowie wybierają cztery kraje - Anglię, Włochy, Niemcy i Hiszpanię.
Po Roberta zgłasza się Real Saragossa. Hiszpanie chcą go wypożyczyć do końca sezonu z opcją pierwokupu. Lech wyśmiewa ofertę. Zostaje Borussia Dortmund, Genoa i Blackburn. Lewandowski leci do Włoch obejrzeć derby Genui, w wolnych chwilach analizuje kadrę Blackburn i zastanawia się, czy nie zbyt wielu tam obcokrajowców i jak szybko mógłby się zaaklimatyzować. Wcześniej, na zgrupowaniach reprezentacji wypytuje Jakuba Błaszczykowskiego o Borussię. Ten opowiada mu o polityce klubu polegającej na promowaniu młodych zawodników i trenerze, który nie boi się tego robić.
Lewandowski wybiera Borussię i czeka aż ta porozumie się z Lechem.
Kucharski: - W Poznaniu Robert nie miał konkurencji, musiał się wewnętrznie zmuszać do wysiłku na treningu. Co by nie zrobił i tak wiedział, że zagra w pierwszym składzie. W Dortmundzie wreszcie poczuje, co to jest rywalizacja. Na każdym treningu, codziennie. Jest na to gotowy.

 

Łukasz Olkowicz

 

 

O Bobku, który został superstrzelcem

Reklama

Reklama
Reklama
Reklama

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj26
mod_vvisit_counterWczoraj46
mod_vvisit_counterW tym tygodniu124
mod_vvisit_counterPoprzedni tydzień384
mod_vvisit_counterTen miesiąc1038
mod_vvisit_counterPoprzedni miesiąc2208
mod_vvisit_counterŁącznie401238